Wymóg tworzenia coraz bardziej skomplikowanych i unikalnych haseł dla każdego konta osobno często prowadzi do szukania uproszczeń. Niestety, te właśnie uproszczenia – takie jak ponowne używanie tych samych danych logowania w wielu miejscach czy wybieranie łatwych do odgadnięcia sekwencji – stanowią obecnie główne źródło ryzyka.
Takie nawyki są bezpośrednią przyczyną włamań do kont i ułatwiają kradzież tożsamości, zwłaszcza gdy dojdzie do wycieku danych. Dlatego zarządzanie hasłami jest niezmiernie ważne, o czym piszemy w osobnym artykule.
Jako firma specjalizująca się we wsparciu IT dla biznesu, na co dzień obserwujemy bezpośrednie skutki niewłaściwego zarządzania hasłami w firmach. Nasze wieloletnie doświadczenie w administrowaniu infrastrukturą sieciową i wdrażaniu korporacyjnych polityk bezpieczeństwa potwierdza, że solidna higiena cyfrowa użytkowników jest fundamentem ochrony danych, równie krytycznym, co same zabezpieczenia techniczne. Wiedza ta stanowi rdzeń naszych usług doradczych i wdrożeniowych.
W niniejszym artykule w sposób rzeczowy identyfikujemy i analizujemy najpowszechniejsze błędy popełniane w procesie zarządzania hasłami.
Użycie prostych i przewidywalnych haseł
Jednym z fundamentalnych i jednocześnie najczęściej popełnianych błędów jest poleganie na poświadczeniach, które są łatwe do zapamiętania. Hasła takie jak „haslo123”, „qwerty”, „admin” czy sekwencje numeryczne („12345678”) od lat zajmują czołowe miejsca na listach najczęściej używanych – i jako pierwsze kompromitowanych – haseł.
Problem polega na tym, że takie poświadczenia są całkowicie bezbronne wobec zautomatyzowanych metod łamania zabezpieczeń. Ataki nie polegają już na ręcznym wpisywaniu fraz; wykorzystywane są dwie główne techniki:
-
Ataki słownikowe (Dictionary Attacks): Oprogramowanie testuje miliony popularnych słów, fraz i znanych kombinacji pochodzących z wcześniejszych wycieków danych. Proste hasło, nawet z dodaną cyfrą, jest na takiej liście i zostaje złamane niemal natychmiast.
-
Ataki brute-force: W przypadku bardzo krótkich haseł (poniżej 8 znaków), algorytmy są w stanie systematycznie sprawdzić każdą możliwą kombinację znaków w relatywnie krótkim czasie.
Warto zaznaczyć, że powszechne modyfikacje, takie jak zamiana „a” na „@” czy „o” na „0” (tzw. leetspeak, np. „H@s!o123”), nie stanowią dziś realnego zabezpieczenia. Algorytmy łamiące hasła uwzględniają te popularne substytucje jako jedne z pierwszych wariantów do sprawdzenia.
Równie niebezpieczna co prostota jest przewidywalność. Hasła bazujące na danych osobowych – imionach dzieci, datach urodzenia, nazwach firm, czy nawet imionach zwierząt – są głównym celem ataków wykorzystujących inżynierię społeczną. Informacje te są często łatwo dostępne w mediach społecznościowych lub rejestrach publicznych.
Współczesne standardy bezpieczeństwa wskazują, że kluczowa jest entropia hasła, czyli miara jego nieprzewidywalności. Najważniejszym czynnikiem wpływającym na entropię jest długość. Długie, losowe ciągi znaków (np. kGj!7$p#fR8z@wN2) są wykładniczo trudniejsze do złamania niż krótkie, pozornie "skomplikowane" słowo.
Używanie tego samego hasła do wielu kont
Wykorzystywanie identycznych poświadczeń w różnych, niezależnych od siebie systemach jest jednym z najpoważniejszych ryzyk w zarządzaniu tożsamością cyfrową. Problem ten często wynika z ludzkiej tendencji do upraszczania procesów – łatwiej jest zapamiętać jeden, nawet skomplikowany klucz, niż dziesiątki unikalnych.
Zagrożenie materializuje się w momencie, gdy jeden z serwisów, w którym użyliśmy danego hasła, padnie ofiarą wycieku danych. Należy przyjąć, że każda, nawet najlepiej zabezpieczona usługa, może zostać skompromitowana. Baza danych zawierająca loginy i hasła (lub ich skróty) trafia wówczas w niepowołane ręce.
W tym momencie napastnicy nie muszą już niczego łamać. Dysponują gotową listą par login-hasło i natychmiast rozpoczynają proces zwany „credential stuffing”.
Polega on na zautomatyzowanym testowaniu pozyskanych poświadczeń na setkach innych, popularnych platform – w systemach bankowych, mediach społecznościowych, sklepach internetowych, a także w systemach firmowych (VPN, poczta e-mail). Atakujący zakładają, że znaczący odsetek użytkowników ponownie użył tego samego hasła w innym miejscu.
Z perspektywy firmy, ryzyko wzrasta wykładniczo. Wystarczy, że pracownik użyje swojego hasła firmowego na prywatnym, słabo zabezpieczonym forum dyskusyjnym. Wyciek z tego forum stwarza bezpośredni wektor ataku na zasoby korporacyjne. Z punktu widzenia systemów bezpieczeństwa firmy, logowanie jest w pełni legalne – użyto poprawnych poświadczeń.
Używanie tego samego hasła jest cyfrowym odpowiednikiem posiadania jednego klucza do domu, samochodu, biura i sejfu. Utrata tego jednego klucza oznacza natychmiastową kompromitację wszystkich zabezpieczanych obszarów. Jedyną skuteczną strategią obronną jest bezwzględne stosowanie unikalnego, silnego hasła dla każdej pojedynczej usługi.
Brak menedżera haseł lub nieprawidłowe jego stosowanie
Wzrost liczby posiadanych kont sprawia, że manualne zarządzanie unikalnymi hasłami stało się kognitywnie niemożliwe. Brak wdrożenia dedykowanego narzędzia do zarządzania poświadczeniami (menedżera haseł) jest błędem fundamentalnym, który bezpośrednio prowadzi do innych ryzykownych zachowań.
Próbując sprostać wymogom pamięciowym, użytkownicy bez menedżera uciekają się do wysoce ryzykownych metod zastępczych:
-
Zapisywanie haseł w przeglądarce: Choć wygodne, jest to rozwiązanie podatne na ataki. Złośliwe oprogramowanie typu password stealer jest projektowane specjalnie do eksfiltracji danych uwierzytelniających zapisanych w ten sposób. Ponadto, każda osoba z fizycznym dostępem do odblokowanego komputera może je wyeksportować w formie jawnego tekstu.
-
Przechowywanie w plikach tekstowych lub arkuszach kalkulacyjnych: Niezabezpieczone pliki
hasla.txtczyloginy.xlsxna pulpicie lub dysku sieciowym stanowią krytyczne zagrożenie. W przypadku uzyskania przez atakującego dostępu do stacji roboczej (np. przez phishing lub malware), otrzymuje on natychmiastowy dostęp do wszystkich poświadczeń firmy. -
Notatki fizyczne (karteczki samoprzylepne): Ta metoda eliminuje ryzyko cyfrowe, ale wprowadza oczywiste i poważne ryzyko fizyczne w środowisku biurowym.
Jednak samo wdrożenie menedżera haseł nie gwarantuje bezpieczeństwa. Równie powszechnym błędem jest jego nieprawidłowa konfiguracja i użytkowanie.
Menedżer haseł działa jak cyfrowy sejf, zabezpieczony jednym hasłem głównym (master password). Jest to jedyne hasło, które użytkownik musi zapamiętać. Paradoksalnie, to właśnie ono staje się najsłabszym ogniwem, jeśli jest traktowane pobieżnie.
Najczęstsze błędy w użytkowaniu menedżera to:
-
Ustawienie słabego hasła głównego: Użycie prostego słowa lub przewidywalnej frazy niweczy całą ideę szyfrowanego sejfu. Złamanie tego jednego hasła daje atakującemu dostęp do wszystkich pozostałych.
-
Ponowne użycie hasła głównego: Użycie tego samego hasła, które chroni menedżer, do zabezpieczenia np. głównego konta e-mail. Wyciek z serwisu pocztowego kompromituje wtedy cały sejf haseł.
-
Brak włączonego uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA/2FA): Renomowane menedżery haseł oferują dodatkową warstwę ochrony. Jej brak jest poważnym zaniedbaniem, gdyż 2FA chroni dostęp do sejfu nawet w przypadku kradzieży (np. przez keylogger) hasła głównego.
-
Niekorzystanie z wbudowanego generatora: Posiadanie menedżera, ale ręczne wpisywanie do niego słabych lub powtarzalnych haseł, sprowadza narzędzie do roli zaszyfrowanego notatnika, marnując jego kluczową funkcjonalność – zdolność do tworzenia i przechowywania losowych, niemożliwych do złamania ciągów znaków dla każdego konta.
Brak regularnej zmiany hasła lub po incydencie
Przez lata w politykach bezpieczeństwa dominowało zalecenie wymuszonej, regularnej rotacji haseł (np. co 30 lub 90 dni). Praktyka ta jest obecnie przedmiotem rewizji. Nowoczesne standardy, w tym wytyczne NIST (National Institute of Standards and Technology), wskazują, że jeśli hasło jest odpowiednio silne (długie, losowe i przechowywane w menedżerze haseł) oraz unikalne, jego arbitralna, okresowa zmiana nie podnosi znacząco bezpieczeństwa.
Co więcej, przymus regularnych zmian często przynosi efekt przeciwny do zamierzonego. Użytkownicy, aby sprostać wymogowi, tworzą przewidywalne wzorce (np. „FirmaWiosna24”, „FirmaLato24”), co drastycznie ułatwia atakującym odgadnięcie kolejnego hasła.
Krytycznym błędem nie jest zatem rezygnacja z arbitralnej rotacji silnego hasła, lecz brak reakcji na konkretny incydent bezpieczeństwa.
Zaniedbanie zmiany hasła po uzyskaniu informacji o możliwej kompromitacji jest jednym z najpoważniejszych uchybień w higienie cyfrowej. Do takich incydentów zaliczamy:
-
Publiczną informację o wycieku danych z serwisu, z którego korzystamy.
-
Otrzymanie powiadomienia o podejrzanej próbie logowania na konto.
-
Wykrycie złośliwego oprogramowania (malware, keylogger) na stacji roboczej.
-
Znalezienie swoich poświadczeń w bazach danych monitorujących wycieki (np. Have I Been Pwned).
W momencie wystąpienia takiego zdarzenia należy założyć, że hasło jest już publicznie znane i znajduje się w posiadaniu cyberprzestępców. Używanie go choćby o jeden dzień dłużej stwarza bezpośrednie zagrożenie przejęcia konta.
Jeśli dodatkowo hasło to było używane w innych miejscach (błąd ponownego użycia), atakujący zyskują możliwość przeprowadzenia skutecznego ataku credential stuffing na wszystkie inne powiązane usługi. Natychmiastowa zmiana hasła w skompromitowanym serwisie oraz we wszystkich innych miejscach, gdzie zostało ono powielone, jest wówczas absolutną koniecznością.
Niestosowanie uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA)
Traktowanie hasła, nawet silnego i unikalnego, jako jedynego zabezpieczenia dostępu jest jednym z najpoważniejszych zaniedbań we współczesnym modelu bezpieczeństwa. Uwierzytelnianie wieloskładnikowe (MFA, lub w prostszej formie 2FA – Two-Factor Authentication) nie jest już opcjonalnym dodatkiem, lecz fundamentalnym standardem ochrony dla krytycznych kont.
Działanie MFA opiera się na wymogu przedstawienia co najmniej dwóch różnych typów poświadczeń weryfikujących tożsamość:
-
Coś, co użytkownik wie (hasło lub PIN).
-
Coś, co użytkownik posiada (fizyczny klucz USB, telefon z aplikacją generującą kody jednorazowe, tzw. TOTP).
-
Coś, czym użytkownik jest (dane biometryczne, np. odcisk palca).
Błąd polega na ignorowaniu faktu, że hasła są podatne na kradzież. Mogą zostać pozyskane w wyniku wyrafinowanego ataku phishingowego, przechwycone przez złośliwe oprogramowanie (np. keylogger) lub po prostu wykradzione z bazy danych serwisu, który padł ofiarą ataku.
W osobnym artykule podpowiadamy, jak zorganizować wewnętrzny program szkoleń antyphishingowych we własnym zakresie.
W scenariuszu, w którym atakujący jest w posiadaniu prawidłowego loginu i hasła, to właśnie MFA jest jedyną skuteczną barierą uniemożliwiającą mu zalogowanie się i przejęcie konta. Bez tej drugiej warstwy, skompromitowane hasło jest równoznaczne z pełną kompromitacją konta.
W środowisku biznesowym rezygnacja z MFA dla kluczowych usług (poczta e-mail, VPN, systemy chmurowe, panele administracyjne) jest niedopuszczalnym ryzykiem. Często spotykaną obiekcją jest postrzegana "niewygoda" lub drobne spowolnienie procesu logowania. Jest to jednak błędna kalkulacja. Potencjalne straty – finansowe, reputacyjne i operacyjne – wynikające z przejęcia konta administratora lub pracownika wyższego szczebla dalece przewyższają minimalny koszt czasowy związany z podaniem dodatkowego kodu uwierzytelniającego.
Niestosowanie MFA jest świadomą rezygnacją z najskuteczniejszego, powszechnie dostępnego mechanizmu obrony przed skutkami kradzieży haseł.
Zapisywanie haseł w przeglądarce bez zabezpieczeń
Wbudowane w przeglądarki internetowe (takie jak Chrome, Firefox czy Edge) funkcje autouzupełniania i zapamiętywania haseł są powszechnie postrzegane jako wygodne rozwiązanie problemu wielu loginów. Jest to jednak praktyka obarczona wysokim ryzykiem, stanowiąca kompromis, w którym wygoda użytkowania jest osiągana kosztem fundamentalnych zasad bezpieczeństwa.
Problem polega na tym, że hasła te nie są chronione w sposób równie solidny, jak w dedykowanych menedżerach haseł.
-
Podatność na złośliwe oprogramowanie: głównym zagrożeniem jest wyspecjalizowane złośliwe oprogramowanie typu infostealer (np. RedLine, Agent Tesla). Programy te są projektowane z precyzyjną wiedzą o tym, gdzie każda przeglądarka przechowuje swoje bazy haseł. Szyfrowanie stosowane przez przeglądarki jest zazwyczaj powiązane z poświadczeniami logowania użytkownika do systemu operacyjnego. Oznacza to, że malware uruchomiony na koncie zalogowanego użytkownika może bez większych przeszkód odszyfrować i dokonać eksfiltracji całej bazy zapisanych loginów i haseł w ciągu kilku sekund.
-
Ryzyko dostępu fizycznego: w środowisku biurowym lub w przypadku kradzieży laptopa, każda osoba uzyskująca dostęp do odblokowanej sesji użytkownika może w prosty sposób wejść w ustawienia przeglądarki i wyeksportować wszystkie zapisane hasła w formie jawnego tekstu. Nie jest do tego wymagana żadna specjalistyczna wiedza techniczna.
-
Niebezpieczeństwo synchronizacji: większość użytkowników synchronizuje swój profil przeglądarki (w tym hasła) z kontem chmurowym (np. kontem Google lub Microsoft). W tym scenariuszu, przejęcie dostępu do tego jednego, głównego konta – na przykład w wyniku phishingu – daje atakującemu dostęp do wszystkich haseł zapisanych w przeglądarce na wszystkich zsynchronizowanych urządzeniach.
Wbudowane menedżery przeglądarek nie zostały zaprojektowane bezpiecznego przechowywania haseł. Brakuje im kluczowych mechanizmów, takich jak architektura zero-knowledge czy wymóg podania silnego, odrębnego hasła głównego (master password) przy każdym uruchomieniu, które są standardem w dedykowanych aplikacjach do zarządzania poświadczeniami.
Udostępnianie haseł innym (e-mailem, komunikatorem)
Przekazywanie poświadczeń dostępowych za pośrednictwem niezabezpieczonych kanałów komunikacji, takich jak poczta elektroniczna, komunikatory internetowe (np. Teams, Slack, Messenger) czy wiadomości SMS, jest powszechną praktyką wynikającą z potrzeby operacyjnej, lecz jednocześnie stanowi krytyczne naruszenie zasad bezpieczeństwa.
Błąd ten wynika z fałszywego postrzegania tych mediów jako prywatnych i efemerycznych. W rzeczywistości jest odwrotnie:
-
Ryzyko przechwycenia (Jawny Tekst). Wiele z tych kanałów, zwłaszcza e-mail, domyślnie nie szyfruje treści wiadomości w trakcie transmisji lub przechowywania na serwerach pośredniczących. Hasło wysłane jako jawny tekst może zostać łatwo przechwycone lub odczytane przez administratorów systemów lub w wyniku ataku typu Man-in-the-Middle.
-
Trwały ślad cyfrowy. Hasło zapisane w historii konwersacji na komunikatorze lub w folderze „Wysłane” skrzynki pocztowej pozostaje tam na stałe. Staje się ono dostępne dla każdego, kto w przyszłości uzyska dostęp do któregokolwiek z kont (nadawcy lub odbiorcy) biorących udział w wymianie. Wystarczy jeden skompromitowany komputer, aby atakujący, przeszukując historię poczty, znalazł klucze do wielu systemów.
-
Utrata kontroli i problem z rozliczalnością. W momencie wysłania hasła tracimy nad nim pełną kontrolę. Odbiorca może je zapisać w niezabezpieczonym miejscu, przekazać dalej lub jego konto może zostać przejęte. W środowisku firmowym tworzy to fundamentalny problem z rozliczalnością (ang. accountability). Jeśli jedno, współdzielone hasło zostanie użyte do przeprowadzenia szkodliwej operacji (np. usunięcia bazy danych), niemożliwe staje się ustalenie, który z użytkowników jest za nią odpowiedzialny.
Odpowiednio przygotowana wewnętrzna polityka bezpieczeństwa powinna kategorycznie zabraniać przesyłania jakichkolwiek informacji wrażliwych, w tym haseł. Do bezpiecznego współdzielenia dostępu służą wyłącznie dedykowane mechanizmy, takie jak funkcje udostępniania w menedżerach haseł, które przekazują dostęp bez ujawniania samego hasła, lub systemy zarządzania tożsamością (IAM) pozwalające na delegowanie uprawnień.
Brak edukacji użytkowników i powtarzające się błędy ludzkie
Wdrażanie zaawansowanych rozwiązań technologicznych – takich jak systemy firewall, oprogramowanie antywirusowe czy nawet menedżery haseł – jest niezbędne, ale niewystarczające. Najbardziej wyrafinowane zabezpieczenia techniczne mogą zostać zniweczone przez jeden, nieświadomy błąd użytkownika. Czynnik ludzki niezmiennie pozostaje kluczowym wektorem ataku.
Błędy te rzadko wynikają ze złej woli. Ich źródłem jest najczęściej brak systematycznej edukacji i niska świadomość realnych zagrożeń. Użytkownicy, którzy nie rozumieją dlaczego określone procedury są wymagane, postrzegają bezpieczeństwo jako przeszkodę w codziennej pracy, a nie jako element chroniący ich samych oraz zasoby organizacji.
Ten brak świadomości jest bezpośrednią przyczyną większości błędów omówionych wcześniej. Prowadzi do:
-
Wybierania słabych haseł, ponieważ nie jest jasne, jak szybko są one łamane.
-
Wysyłania poświadczeń e-mailem, ponieważ kanał ten postrzegany jest jako "wewnętrzny" i bezpieczny.
-
Ignorowania monitów o włączenie MFA, ponieważ jest to traktowane jako "niepotrzebny kłopot".
-
Podatności na ataki phishingowe i inżynierię społeczną, ponieważ pracownik nie został przeszkolony w zakresie rozpoznawania technik manipulacji.
W środowisku korporacyjnym odpowiedzialność za ten stan rzeczy spoczywa na organizacji. Cyberbezpieczeństwo nie jest wyłącznie zadaniem działu IT; jest to element kultury organizacyjnej, który musi być aktywnie budowany i podtrzymywany.
Błędem jest traktowanie edukacji jako jednorazowego szkolenia wstępnego. Zagrożenia ewoluują, a techniki atakujących stają się coraz bardziej wyrafinowane. Skuteczna polityka bezpieczeństwa musi zakładać ciągły, cykliczny proces szkoleniowy w celu budowy kompetencji cyfrowych, obejmujący regularne aktualizacje wiedzy, testy (np. symulowane ataki phishingowe) oraz jasną komunikację dotyczącą procedur i odpowiedzialności za ochronę danych.
Nieprawidłowe podejście do haseł administracyjnych i serwisowych
Błędy w zarządzaniu poświadczeniami nie ograniczają się wyłącznie do kont użytkowników końcowych. Odrębną i znacznie bardziej krytyczną kategorię stanowią konta o podwyższonych uprawnieniach: konta administracyjne (jak administrator domeny, root) oraz konta serwisowe. Są to poświadczenia nieludzkie, wykorzystywane przez aplikacje, skrypty i usługi do automatycznej komunikacji z bazami danych, API czy innymi elementami infrastruktury.
Ze względu na ich strategiczne znaczenie, błędy w tym obszarze mają natychmiastowe i katastrofalne skutki.
-
Hardkodowanie poświadczeń (Hardcoding): Jedną z najgorszych praktyk deweloperskich i administracyjnych jest zapisywanie haseł jawnym tekstem (plaintext) bezpośrednio w plikach konfiguracyjnych, skryptach (np. PowerShell, Bash) lub w kodzie źródłowym aplikacji. W przypadku wycieku kodu – na przykład do publicznego repozytorium Git – lub uzyskania przez atakującego dostępu do plików serwera, zyskuje on natychmiastowy dostęp do kluczy produkcyjnej bazy danych lub innych krytycznych usług.
-
Ignorowanie zasady najmniejszego przywileju (Principle of Least Privilege): Bardzo częstym błędem jest nadawanie kontom serwisowym nadmiernych uprawnień – nierzadko pełnych uprawnień administratora domeny. Konto przeznaczone wyłącznie do wykonywania kopii zapasowej bazy danych nie potrzebuje dostępu do zarządzania użytkownikami. Kompromitacja takiego "przesadnie uprzywilejowanego" konta serwisowego daje atakującemu nieproporcjonalnie duże możliwości działania w sieci.
-
Współdzielenie kont administracyjnych: Sytuacja, w której cały zespół IT lub zewnętrzni dostawcy korzystają z jednego, współdzielonego konta
administrator, jest niedopuszczalna z punktu widzenia audytu. W przypadku incydentu bezpieczeństwa lub błędnej konfiguracji, niemożliwe staje się ustalenie rozliczalności – czyli tego, który administrator wykonał daną operację. Każdy administrator powinien posiadać własne, imienne konto z wymaganymi uprawnieniami. -
Brak rotacji i używanie haseł domyślnych: Konta serwisowe i administracyjne są często traktowane jako "ustaw i zapomnij". Pozostawianie domyślnych haseł producenta (np. w urządzeniach sieciowych, drukarkach, aplikacjach) to otwarte zaproszenie dla atakujących. Podobnie, brak polityki rotacji haseł dla tych kont (zwłaszcza po odejściu administratora) stwarza trwałe "tylne drzwi" do infrastruktury.
Prawidłowe zarządzanie tymi poświadczeniami wykracza poza standardowe menedżery haseł i wymaga wdrożenia dedykowanych systemów klasy PAM (Privileged Access Management), które kontrolują dostęp, wymuszają rotację, monitorują sesje i przechowują poświadczenia w bezpiecznych, scentralizowanych sejfach.
Najczęstsze błędy w zarządzaniu hasłami - podsumowanie
Profesjonalne zarządzanie hasłami nie jest jednorazowym zadaniem, lecz ciągłym procesem adaptacyjnym.
Przedstawione błędy, od prostoty haseł po nieprawidłowe zarządzanie kontami serwisowymi, ilustrują wspólną prawidłowość: ochrona tożsamości cyfrowej zawodzi najczęściej nie z powodu braku zaawansowanej technologii, lecz braku spójnej, egzekwowanej polityki i systematycznej edukacji. Zaniedbania te, często postrzegane jako drobne uchybienia, w rzeczywistości kumulują się, tworząc krytyczne luki w zabezpieczeniach. To właśnie te luki są aktywnie i skutecznie wykorzystywane przez atakujących, narażając dane firmowe na bezpośrednie ryzyko kompromitacji.
Jeżeli w Twojej firmie którykolwiek z opisanych problemów wydaje się znajomy, jest to sygnał do natychmiastowego działania.
Jako specjaliści w zakresie kompleksowego wsparcia IT dla biznesu, przeprowadzimy dedykowany audyt IT oraz obecnej polityki bezpieczeństwa Państwa firmy. Zidentyfikujemy słabe punkty i pomożemy wdrożyć scentralizowane, skalowalne rozwiązania – takie jak korporacyjne menedżery haseł oraz systemy zarządzania dostępem uprzywilejowanym (PAM) – skutecznie minimalizując ryzyko związane z czynnikiem ludzkim. Oferujemy wsparcie IT w Głogowie, outsourcing informatyczny we Wrocławiu czy usługi informatyczne w Lubinie. Zapraszamy do kontaktu.